czwartek, 21 maja 2009

Jeden z etapów w życiu..:)


No nie było mnie sporo..czas nie jest moim sprzymierzeńcem skubaniec- ciągle za szybko mija .. a niby nie pracuję hm ... przy kompie szybka kawa z rana i potem to już na świeżym powietrzu non stop .. brakuje mi pisania, blogowania, was - brakuje mi nawet mego zaklętego świata więc tam sobie czasem siadam i odpoczywam. Przygotowywałam syna do ważnego etapu w jego i moim życiu - do komunii św. Stres był miażdżący chwilami, czy starczy mi sił, pieniędzy, czasu i czy dam radę. No dałam jak zawsze choć w sumie większość była na mojej głowie - ale tak już jest w mym życiu. I tak sobie odetchnęłam kolejny raz mówiac w duchu potem sobie: "jakoś poszło Aniu - jakoś poszło ", no nawet całkiem udanie poszło w sobotę lał deszcz ale w niedzielę było piękne słońce. Padałam z nóg 2 tygodnie bo w sumie najgorsze to bieganie za wszystkim.

Ale wiecie co jest najważniejsze? - podszedł do mnie syn i mówi: Mamusiu mówiłaś że będę elegancki- zobacz i jestem, mówiłaś że to będzie moje święto itp- i jest - mamusiu Ty jesteś Kochana - Kocham Cię i Dziękuję - i miał łezki w oczach- wiecie co ...to najlepsza chwila dla mnie i najlepsza nagroda; żadne pieniądze świata .. poświęcony czas nie idzie na marne - bynajmniej do tej pory. Poświęcam dzieciom każdą wolną chwilę, żyję ich problemami itp...i choć wiem, że wychowuję je dla kogoś , że nadejdzie dzień gdy pójdą własną drogą a ja zostanę sama - to dziś jeszcze mam "chwile" by się nimi nacieszyć.

środa, 22 kwietnia 2009

Gdybym wciąż nie szukała Twego uśmiechu...


Tęsknię - a gdybym Cię miała obok siebie czy też bym tęskniła nadal?
- pewnie tak – bo zawsze za czymś bądź za kimś tęsknimy...
Chcę wiedzieć co u Ciebie – a gdybym wiedziała faktycznie – czy to by w czymkolwiek pomogło?
- nie sądzę..
Otwieram oczy - zastanawiam się czy warto ..powoli jednak bo trzeba ... unoszę powieki ..
Czy gdybyś był obok uniosłabym je chętniej?
- niekoniecznie bo być może bałabym się że Cię nie ujrzę gdy je otworzę.
Nie rozumiem co się dzieje. Nie rozumiem dlaczego czuję zapach oczekiwania – przecież nie czekam na Ciebie – więc na co?
Wiatr nadziei muska mą twarz na kolejnym spacerze, promienie słońca głaszczą ciepłym dotykiem ...
Tylko gdzie jest miłość – której poszukuję wciąż?
Gdzie jest zaufanie, szacunek .. – nawet jeśli odnajdę w sobie – nawet gdybym odnalazła je w Tobie – to będą miały inne znaczenie i będą tkwiły w zupełnie różnych miejscach – nie do połączenia.

Chcę ujrzeć Twą twarz – widzę ja w przechodniach, w wystawach sklepów...
– a Nawet gdybym ujrzała – jakbym się zachowała?
– Nawet gdybym spotkała Cię na swej drodze znów...
... zabrakło by mi sił, odwagi i słów.

Nawet gdybym sobie każdego wmawiała że Cię nigdy nie spotkałam – oczy mej duszy Cię ujrzały i nie zapomniały.
I już wiem czego mi najbardziej brak i czego szukam wśród ludzi , których mijam każdego dnia ..
... Twego uśmiechu.

czwartek, 9 kwietnia 2009

Przy otwartym oknie w maju...


Chociaż wiem, co to jest miłość, to nie wiem dokładnie, co znaczy „być zakochanym”.
Przy pierwszym razie nie wie się, tak przypuszczam, co to naprawdę znaczy, ale musi się to czuć. Jak pan myśli? Musi, prawda?
Szczególnie w maju, gdy świat zaczyna się – po raz kolejny – nową nadzieją, od nowa.

Czuję to. Czuję to całym sobą. Inaczej nie byłbym aż tak szczęśliwy i jednocześnie nie cierpiałbym aż tak bardzo. Myślę, że miłość ma tylko wtedy znaczenie, gdy cierpi się dla niej.
Miłości, te bez cierpienia, zapomina się jak wiersze, które kiedyś, przez krótki czas, zachwycały, ale dzisiaj… dzisiaj nie pamięta się nawet ich tytułów. Prawdziwe szczęście osiąga się jedynie przez cierpienie. Bo widzi pan, ja akurat nie muszę o tym nigdzie czytać. Ja to po prostu wiem. Budzę się rano i myślę o jej przebudzeniu. Pamiętam dokładnie wygląd jej twarzy w tym momencie, gdy powieki opadają na jej oczy. Ona często mówi do mnie z opuszczonymi powiekami.
Obserwowałem to.
Chociaż ona nie mogła tego zauważyć. Gdy zamykała oczy w mojej obecności, to mówiła innym głosem. Bardziej zmysłowym. I wydaje mi się, że mówiła wtedy ważniejsze rzeczy. I wtedy ja także miałem ochotę zamknąć oczy. Ale nie robiłem tego. Żal mi było tego czasu, w którym nie patrzyłbym na nią. Bo ja chcę patrzeć na nią przez cały dany mi czas. Dlatego chciałbym kiedyś obudzić się obok niej i móc patrzeć na jej twarz z zamkniętymi oczami, gdy nic nie mówi. I gdy tak śpi, i nie może mnie słyszeć, chciałbym nachylić się nad jej twarzą i opowiedzieć jej o tym moim „zakochaniu”. Tak jak teraz opowiadam to panu. Tyle że jej opowiedziałbym to prawdziwiej. Z uczuciem.
Pewnie szeptem.
Wie pan, że jej usta zamykają się w idealnym spotkaniu dwóch idealnych łuków? Górna szersza warga w samym środku jest delikatnie uniesiona, a dolna, ta bardziej napęczniała, dokładnie w tym samym miejscu jest nieznacznie uwypuklona? Gdy te wargi zamykają się w dotyku, to tworzą jak gdyby dwie poduszki z najbardziej dojrzałych malin, które chcą wytrysnąć sokiem po najmniejszym dotknięciu. Tworzą grzech. Wie pan, ile razy myślałem o jej ustach? Dlatego gdy budzę się rano i myślę o jej przebudzeniu, to także myślę o jej ustach. I wtedy podchodzę do okna, otwierając je na oścież. Ale zanim otworzę, kątem oka zauważam swoją dłoń, gdy dotyka klamki okna. I myślę o jej dłoniach. Jej palce są długie. Gdy splata swoje dłonie, to tylko na chwilę splatają się w uścisku. Potem prostują się, oddalają na sekundę od siebie, aby się potem zaraz dotknąć. Uwielbiam jej dłonie. Na serdecznym palcu lewej ma maleńką bliznę, tuż nad obrączką.

Najpierw chciałbym poznać historię tej blizny. A potem ją pocałować. I wtedy, przy tej myśli, otwieram gwałtownie okno, aby zimno z zewnątrz natychmiast wyrównało to gorąco we mnie. Czasami to zimno przychodzi z wiatrem, targając moje włosy. I wtedy myślę o jej włosach. Gdy jest blisko mnie, jej włosy są zawsze splecione w warkocz, odsłaniając nagość jej czoła.

Janusz L. Wiśniewski
Mężczyźni mają też swoją wrażliwość i potrafią kochać tylko gdzie Tacy są :)?

Drugim pisarzem i felietonistom moim ulubionym jest od lat Janusz Leon Wiśniewski.
Jego felietony są publikowane w miesięczniku Pani , ale można je również znależć w wydawanych internetowo miesięcznikach - Pani i Twój Styl - polecam serdecznie.
http://www.styl24.pl/kat.php/kid,91/title,Felietony/

Niezależność emocjonalna...


„Na początku naszego życia i później, kiedy jesteśmy starzy, potrzebujemy pomocy i miłości innych ludzi. Niestety w okresie naszego życia pomiędzy tymi dwoma etapami, kiedy jesteśmy silni i potrafimy o siebie zadbać, nie potrafimy docenić, jak ważne jest współczucie i miłość. Skoro na początku i pod koniec naszego życia potrzebujemy uczuć, czy nie lepiej by było, gdybyśmy dawali innym miłość i współczucie, kiedy jesteśmy silni i zaradni?”

Oto słowa obecnego Dalajlamy: Istotnie, to bardzo ciekawe, że jesteśmy dumni z naszej emocjonalnej niezależności.

Tak naprawdę potrzebujemy innych ludzi przez całe życie, ale wstydzimy się to pokazać. Wolimy płakać w ukryciu. Kiedy ktoś prosi nas o pomoc, uznajemy, że osoba ta jest słaba i nie potrafi kontrolować swoich uczuć.
Istnieje niepisana reguła, która mówi, że „świat jest dla silnych” i „tylko najmocniejsi przetrwają”. Gdyby tak było, gatunek ludzki nie mógłby istnieć. Ludzie są gatunkiem, który musi być chroniony przez długi okres czasu (specjaliści twierdzą, że człowiek nie jest w stanie przeżyć bez pomocy innych ludzi przed ukończeniem dziewiątego roku życia, podczas gdy żyrafa osiąga dorosłość między szóstym a ósmym miesiącem życia, natomiast pszczoła staje się niezależna w ciągu pięciu minut).
Każda istota ludzka, łącznie ze mną, jest i będzie zawsze zależna od innych istot ludzkich. Jestem zależny od swojej żony, przyjaciół i wydawców. Jestem zależny nawet od swoich wrogów, to dzięki nim szkolę się nieustannie w używaniu miecza.
Czasem ten ogień płonie w inną stronę, ale zawsze zadaję sobie pytanie: gdzie są inni? Czy nie odizolowałem się od nich w zbyt dużym stopniu? Jak większość zdrowych ludzi potrzebuję samotności i czasu na przemyślenia.
Nie mogę jednak być od tego uzależniony.
Emocjonalna niezależność prowadzi donikąd, sprawia, że otaczamy się murem i naszym jedynym celem staje się wzbudzanie podziwu u innych ludzi. Natomiast emocjonalna zależność jest jak ognisko, które sami rozpalamy.
Każda relacja jest z początku trudna. Podobnie drażni nas nieprzyjemny dym z ogniska, który utrudnia oddychanie i sprawia, że łzy płyną nam po policzkach. Ale, kiedy ogień rozpali się na dobre, dym znika. Płomienie oświetlają wszystko dokoła, są źródłem ciepła i spokoju. Czasami oparzy nas gorący węgielek z ogniska, ale to właśnie sprawia, że dana relacja jest interesująca, prawda?
Rozpocząłem felieton, cytując laureata Pokojowej Nagrody Nobla, który mówi o wartości bliskich relacji między ludźmi. Na zakończenie zacytuję słowa profesora Alberta Schweitzera, lekarza i misjonarza, który otrzymał nagrodę Nobla w tej samej dziedzinie, w 1952 roku.
„Wszyscy wiemy o popularnej w Afryce Środkowej chorobie, zwanej śpiączką.


Powinniśmy pamiętać, że podobna choroba może zaatakować naszą duszę. To bardzo niebezpieczna choroba, atakuje bowiem niezauważalnie. Kiedy zauważysz, że jesteś obojętny i przebywanie z drugim człowiekiem nie sprawia ci przyjemności, miej się na baczności! - moja dusza cierpi właśnie na tę chorobę - powiem szczerze - nie do pozazdroszczenia i nie życzę nikomu, zabija radosc, spontaniczność, siłę walki ..zabija duszę..nawet wegetacja nie ma racji bytu z czasem... i niech nikt nie mówi ze mamy to na własne życzenie - bo niestety nie zawsze... nawet jeśli jesteśmy w danym momencie świadomi , nawet jeśli mamy juzż diagnozę choroby- to nie zawsze istnieje skuteczne i natychmiastowe leczenie...nawet jeśli wiemy jak uleczyć , czasem trzeba na to wyleczenie czekać latami...
Jedyny sposób, by obronić się przed tą chorobą to uświadomienie sobie, że dusza cierpi, bardzo cierpi, kiedy traktujemy ją powierzchownie. Dusza lubi rzeczy piękne i głębokie.”
P.Coelho
Pomyślicie że jestem nudna z tym Coelho ale On zawsze napisze to czego ja nie umiem wyrazić słowami i pomoże zrozumieć siebie i wejrzeć na swą duszę..

czwartek, 2 kwietnia 2009

Cud narodzin zdarza się co rok...








Jak natura potrafi się budzić – mamy okazję obserwować co roku...jakież to niesłychanie cudowne zjawisko to chyba nie trzeba nikogo przekonywać...
Czekamy na wiosnę a jednocześnie tak jak szybko ona się rozwija tak my jeszcze szybciej o niej zapominamy... mija kilka dni.. no wiosna fajnie jest,,, powie wielu no widziałem/łam no weź bo już wszyscy gadają ..itp..i gnają dalej do pracy, do sklepu , do domów, wsiadają w auta bo zapomnieli że w zasadzie mają możliwość chodzenia bo są zdrowi i umieją chodzić...ale po co jak wygodniej jechać... a to deszcz a to szybciej – lada moment będzie gorąco to lepiej w auto bo klimatyzacja to taki wspaniały wynalazek- powodujący uczulenia i źle wpływający na drogi oddechowe- ale na ten fakt to się „macha reką” i dodaje „ e tam”- ważna wygoda.
Ale czy to faktycznie taka wygoda? – ile tracimy nie widząc co się dzieje wokół nas w każdej sekundzie, co dzieje się w przyrodzie.


Chyba każdy wiosnę zauważył, no kwiaty kwitną, powietrze pachnie, trawa się zieleni itp...a ja poszłam na spacer nawet nie miałam celu dokąd pójdę ot szłam sobie...wyłączyłam myśli, założyłam słuchawki na uszy i choć nie zawsze zerkam pod nogi to jednak instynktownie zwracam uwagę po czym stąpam...idę zamyślona... nagle chodnik jakby ściemniał, jakby się ruszał,,, przystaję, a na powierzchnię wyruszyły do pracy pracowite mrówki...tylko poczuły ciepło, słoneczko i już do pracy...- kto się zastanawia jak trudno im miejsce znależć, jak często muszą się przenosić i odbudowywać swoje miejsca bo ciągle są niszczone i deptane... ileż to stworzeń jest z nami.. na drzewach na ziemi w powietrzu i choć niekoniecznie i nie wszystkie lubimy to starajmy się chociaż nie wchodzić im w drogę złośliwie.

I Moi Drodzy na spacer czas iść.