sobota, 24 października 2009
Eyes on me
środa, 8 lipca 2009
W ramionach Anioła ...
Na przełom co wszystko naprawi…
Zawsze znajdzie się jakiś powód
By poczuć się niewystarczająco dobrym.
Potrzebuję nieco zatracenia,
Wspaniałego uwolnienia…
Z moich żył sączy się wspomnienie,
Pozwala mi się oczyścić
I być lekką i może
Odnajdę w końcu trochę ukojenia tej nocy?
W ramionach Anioła ulecieć stąd
Z tego mrocznego, zimnego, hotelowego pokoju.
Twojej milczącej zadumy.
Jesteś w ramionach Anioła,
Być może odnajdziesz pocieszenie tam?
Tak bardzo zmęczyłeś się podążaniem uczciwą drogą.
Gdzie się nie rozejrzysz
Pełno jest szakali i złodziei czyhających za Twymi plecami
A i huragan wciąż pustoszy wszystko.
Zatem pozwalasz na tworzenie kłamstw,
Którymi wynagradzasz sobie to wszystko czego nie posiadasz.
I nie robi to żadnej różnicy -
Uciekasz po raz ostatni…
O ileż łatwiej uwierzyć w to rozkoszne wariactwo,
Ten wspaniały smutek, który zmusza mnie do padnięcia na kolana!
W ramionach Anioła ulecieć stąd....
Sarah.M - In The Arms of The Angel
poniedziałek, 29 czerwca 2009
Zrzucono ją w przepaść ale przeżyła ...
Ileż to spraw, myśli, przeżyć, rozterek przeżywamy nieustannie na nowo,a i okazuje się że to co mnie spotyka ma ciągle podobny scenariusz
choć grają bardzo różni aktorzy.
A swojego czasu dostałam tyle cennych rad ...
Pamiętacie jak mówiłam że nie warto się oglądać za siebie?
- cóż za głupia jednak jest natura ludzka
ciekawość, wiara w to że przecież nic się nie stanie,
tylko zerknąć..
obejrzałam się by zrozumieć to co się wydarzyło.
no a czasem to zerknięcie powoduje...stratę czasu
Tak po prostu, stratę czasu jakże cennego w życiu.
Wciąż go nie doceniam i wciąż mi ucieka.
Obejrzałam się za siebie i - straciłam niemalże rok czasu - bo
czas cofnął się jak bumerang,
wróciło to co było i tak jak kiedyś się skończyło.
To takie bez sensu.
Czuję się jakbym podróż w czasie miała za sobą cofnęłam się rok czasu ale wróciłam
i zauważam że straciłam nie tylko rok ale znacznie więcej lat.
Rany jak gorzej jeszcze musi być by odnależć "światło w tunelu życia"
Nadzieja nie wystacza, jeśli brak nam możliwości.
środa, 10 czerwca 2009
Pomiędzy brzegami most - a pośrodku jego Ja...
Dostałam już wszystko
Zastanawiam się
Jak długi jest most
Pomiędzy brzegiem
Zbyt ciemnej nocy
A brzegiem
Zbyt jasnego dnia...
Czasem boję się
piątek, 5 czerwca 2009
Nadwrażliwość emocjonalna...
Dostrzegają znaki, gesty, słowa, na które przeciętny człowiek nie zwraca uwagi. Przeżywają stany wielkiego uniesienia albo absolutnej rozpaczy. I jak mało kto rozumieją świat.- myślałam kiedyś że to ja jestem dziwna że tak mam - dziś wiem jak to jest nazwane i że istnieje choć u niektórych jedynie.
Ci co żyją z nadwrażliwością bądź mają kogoś z swym otoczeniu zadają sobie często pytanie czy to wada czy zaleta? czy to dar czy przekleństwo? nie ma jednoznacznej odpowiedzi czasem jest z tym łatwiej ale ze swojego przykładu wieloletnich doświadczeń uznaję że jest znaaaaacznie trudniej niz innym w każdej sferze życia ja tą cechę wrzuciłam do worka ze słowem "zaklęta" i chyba dziś rozumiem pytanie które kiedyś zadałam zaklęta czy przeklęta (niektórzy skojarzą)- to w sumie przez tą nadwrażliwość. Bo wrażliwość jest dobra i pomaga i sie przydaje i pomaga nam stawać sie lepszmi lecz nadwrażliwość już niekoniecznie prześledziłam wiele artykułów na ten temat, czytałam fora internetowe i felietony - widzę że nie tylko ja zadaję sobie pytania: dlaczego ja i po co mi to, a pozbyć się tego nie da...
"...Marieta Żukowska, aktorka, słuchała ostatnio piosenek Kasi Nosowskiej. Gdy usłyszała słowa: „Nadwrażliwość to mój wróg, przerost duszy nad rozumem”, pomyślała, że jeszcze kilka lat temu całkowicie zgodziłaby się z tym zdaniem. Dziś już nie do końca. – Nadwrażliwość stała się moim przyjacielem. Bo dzięki niej jestem aktorką – mówi. – Przed naszym spotkaniem zastanawiałam się, czym tak naprawdę jest nadwrażliwość. Pomyślałam, że to wieczny dygot tutaj – pokazuje na serce. – Nie znam stanów pośrednich. Albo szaleję ze szczęścia, albo spadam na dno rozpaczy. Jakby mój świat składał się tylko z emocji..." - no ja mam identycznie.
Nadwrażliwość nie zawsze objawia się tak samo. – Czasem ukrywa się ją głęboko, jakby była największą słabością; - czasem im bardziej cierpię tym więcej się uśmiecham denerwuję się najdrobniejszymi błędami, każda porażka urasta do rangi dramatu. życia, które widziały moje ukryte emocje, wyczytały je z mych oczu - bo jednocześnie niewiele mogę ukryć , nie tylko ja umiem patrzec oczami duszy.
"... Wrażliwość często wynika z trudnego dzieciństwa. Maria Pakulnis przez lata niechętnie opowiadała o rodzinnym domu, gdzie nie było miłości, ciepła, poczucia bezpieczeństwa. Bolesne wspomnienia powracały często w snach. - ja ją rozumiem
Ośmioletnia Marysia wraca ze szkoły, w mieszkaniu jak zawsze pusto. Od sąsiadki dowiaduje się, że matkę zabrali do szpitala, a ojciec po prostu gdzieś sobie poszedł. – Gdy z dzieciństwa pamięta się głównie strach i lęk, trudno być człowiekiem poukładanym. - to fakt To w przyrodzie szukałam spokoju, uwielbiałam wsiąść na rower i pojechać do lasu. Kładłam się na łące w białych przylaszczkach, patrzyłam w niebo i marzyłam. .." i ja odkąd sięgnę pamięcią szukam swoich własnych zaklętych miejsc :)
Maria Pakulnis nieustannie analizuje swoją duszę i wie, że czasem jest ona ciemna, czasem jasna; że każdy bywa wspaniały i podły zarazem. – Siła nadwrażliwca polega na samoświadomości..."
"... Dla Anny Serafińskiej śpiewanie jest największym szczęściem. – Dzięki temu moja energia znajduje ujście. Gdyby nie muzyka, trafiłabym chyba do szpitala psychiatrycznego. Pomyśl, pracowałabym w biurze, codziennie przyjmowałabym interesantów. Musiałabym być miła, odpowiadać „tak”, „nie”. Gdzie znalazłabym miejsce na swoją neurotyczność?
Cztery lata temu życie Serafińskiej znalazło się w totalnej rozsypce. Powoli rozpadało się jej małżeństwo, a ona nie potrafiła powiedzieć sobie: „OK, nie wyszło”. - moje już się dawno rozpadło choć trwa i też nie potrafię sie z tym ot tak pogodzić.
Nie umiała przeżyć rozpaczy, pogodzić się ze stratą i iść dalej. - też nie umiem Uciekała przed sobą. Zajęcia w szkole, próby, wyjazdy, koncerty. Ciągle w biegu. Potem budziła się w środku nocy, nie mogła spać. Ale to był dla niej bardzo dobry czas zawodowo. Zdobyła główną nagrodę i nagrodę publiczności na Światowym Konkursie Wokalistów Jazzowych w Montreux. Po koncertach podchodzili do niej fani, gratulowali, mówili, że „kompletnie ich rozwaliła”. – Ja nie śpiewałam – wspomina dzisiaj. – Ja wykrzykiwałam swój ból.
Wtedy też nagrała płytę z piosenkami Agnieszki Osieckiej. Czy potrafiłaby wniknąć W duszę neurotycznej poetki, gdyby sama nie miała w sobie takich emocji?
Do nadwrażliwości artysty ostrożniej podchodzi Kazimierz Kaczor. – Trzeba umieć korzystać ze swojej emocjonalności, ale nie można się jej poddawać. Powinno się ją kontrolować. I nauczyć się żyć w stresie, bo tak naprawdę aktorstwo wymaga wielkiej odporności psychicznej. Każda rola jest wyzwaniem, ciągle jesteśmy krytykowani, oceniani. Ci, którzy ulegają swojej nadwrażliwości, przegrywają, wpadają w nałogi, depresje...
Nie napisali jak kontrolować nadwrażliwość, nie napisali że choć tak samo nazwana każdy z nas przeżywa ją podobnie ale nie tak samo, to tak jak każdy człowiek jest innny i ma swoją indywidualną osobowość tak samo z nadwrażliwością.. jedno jest pewne - nie ma złotego środka by nauczyć sie z nią żyć ale nie ma też opcji byśmy sie na zawsze jej pozbyli... Ci co ją mają są inni, są wyjątkowi a jednoczesnie im przynajmniej 5 razy trudniej iść tą samą drogą co ktoś z wrażliwością.
To nie przekleństwo - ale na pewno też nie dar. To przede wszystkim - samotność.
Wykorzystano w tekście fragm art z : http://www.styl24.pl/article.php/art_id,2190/title,Nadwrazliwi/place,1/#art-top
czwartek, 21 maja 2009
Jeden z etapów w życiu..:)

środa, 22 kwietnia 2009
Gdybym wciąż nie szukała Twego uśmiechu...

- pewnie tak – bo zawsze za czymś bądź za kimś tęsknimy...
Chcę wiedzieć co u Ciebie – a gdybym wiedziała faktycznie – czy to by w czymkolwiek pomogło?
- nie sądzę..
Otwieram oczy - zastanawiam się czy warto ..powoli jednak bo trzeba ... unoszę powieki ..
Czy gdybyś był obok uniosłabym je chętniej?
- niekoniecznie bo być może bałabym się że Cię nie ujrzę gdy je otworzę.
Nie rozumiem co się dzieje. Nie rozumiem dlaczego czuję zapach oczekiwania – przecież nie czekam na Ciebie – więc na co?
Wiatr nadziei muska mą twarz na kolejnym spacerze, promienie słońca głaszczą ciepłym dotykiem ...
Tylko gdzie jest miłość – której poszukuję wciąż?
Gdzie jest zaufanie, szacunek .. – nawet jeśli odnajdę w sobie – nawet gdybym odnalazła je w Tobie – to będą miały inne znaczenie i będą tkwiły w zupełnie różnych miejscach – nie do połączenia.
Chcę ujrzeć Twą twarz – widzę ja w przechodniach, w wystawach sklepów...
– a Nawet gdybym ujrzała – jakbym się zachowała?
– Nawet gdybym spotkała Cię na swej drodze znów...
... zabrakło by mi sił, odwagi i słów.
Nawet gdybym sobie każdego wmawiała że Cię nigdy nie spotkałam – oczy mej duszy Cię ujrzały i nie zapomniały.
I już wiem czego mi najbardziej brak i czego szukam wśród ludzi , których mijam każdego dnia ..
... Twego uśmiechu.
czwartek, 9 kwietnia 2009
Przy otwartym oknie w maju...

Przy pierwszym razie nie wie się, tak przypuszczam, co to naprawdę znaczy, ale musi się to czuć. Jak pan myśli? Musi, prawda?
Czuję to. Czuję to całym sobą. Inaczej nie byłbym aż tak szczęśliwy i jednocześnie nie cierpiałbym aż tak bardzo. Myślę, że miłość ma tylko wtedy znaczenie, gdy cierpi się dla niej.
Miłości, te bez cierpienia, zapomina się jak wiersze, które kiedyś, przez krótki czas, zachwycały, ale dzisiaj… dzisiaj nie pamięta się nawet ich tytułów. Prawdziwe szczęście osiąga się jedynie przez cierpienie. Bo widzi pan, ja akurat nie muszę o tym nigdzie czytać. Ja to po prostu wiem. Budzę się rano i myślę o jej przebudzeniu. Pamiętam dokładnie wygląd jej twarzy w tym momencie, gdy powieki opadają na jej oczy. Ona często mówi do mnie z opuszczonymi powiekami.
Chociaż ona nie mogła tego zauważyć. Gdy zamykała oczy w mojej obecności, to mówiła innym głosem. Bardziej zmysłowym. I wydaje mi się, że mówiła wtedy ważniejsze rzeczy. I wtedy ja także miałem ochotę zamknąć oczy. Ale nie robiłem tego. Żal mi było tego czasu, w którym nie patrzyłbym na nią. Bo ja chcę patrzeć na nią przez cały dany mi czas. Dlatego chciałbym kiedyś obudzić się obok niej i móc patrzeć na jej twarz z zamkniętymi oczami, gdy nic nie mówi. I gdy tak śpi, i nie może mnie słyszeć, chciałbym nachylić się nad jej twarzą i opowiedzieć jej o tym moim „zakochaniu”. Tak jak teraz opowiadam to panu. Tyle że jej opowiedziałbym to prawdziwiej. Z uczuciem.
Pewnie szeptem.
Wie pan, że jej usta zamykają się w idealnym spotkaniu dwóch idealnych łuków? Górna szersza warga w samym środku jest delikatnie uniesiona, a dolna, ta bardziej napęczniała, dokładnie w tym samym miejscu jest nieznacznie uwypuklona? Gdy te wargi zamykają się w dotyku, to tworzą jak gdyby dwie poduszki z najbardziej dojrzałych malin, które chcą wytrysnąć sokiem po najmniejszym dotknięciu. Tworzą grzech. Wie pan, ile razy myślałem o jej ustach? Dlatego gdy budzę się rano i myślę o jej przebudzeniu, to także myślę o jej ustach. I wtedy podchodzę do okna, otwierając je na oścież. Ale zanim otworzę, kątem oka zauważam swoją dłoń, gdy dotyka klamki okna. I myślę o jej dłoniach. Jej palce są długie. Gdy splata swoje dłonie, to tylko na chwilę splatają się w uścisku. Potem prostują się, oddalają na sekundę od siebie, aby się potem zaraz dotknąć. Uwielbiam jej dłonie. Na serdecznym palcu lewej ma maleńką bliznę, tuż nad obrączką.
Najpierw chciałbym poznać historię tej blizny. A potem ją pocałować. I wtedy, przy tej myśli, otwieram gwałtownie okno, aby zimno z zewnątrz natychmiast wyrównało to gorąco we mnie. Czasami to zimno przychodzi z wiatrem, targając moje włosy. I wtedy myślę o jej włosach. Gdy jest blisko mnie, jej włosy są zawsze splecione w warkocz, odsłaniając nagość jej czoła.
Janusz L. Wiśniewski
Mężczyźni mają też swoją wrażliwość i potrafią kochać tylko gdzie Tacy są :)?
Drugim pisarzem i felietonistom moim ulubionym jest od lat Janusz Leon Wiśniewski.
Jego felietony są publikowane w miesięczniku Pani , ale można je również znależć w wydawanych internetowo miesięcznikach - Pani i Twój Styl - polecam serdecznie.
http://www.styl24.pl/kat.php/kid,91/title,Felietony/
Niezależność emocjonalna...
„Na początku naszego życia i później, kiedy jesteśmy starzy, potrzebujemy pomocy i miłości innych ludzi. Niestety w okresie naszego życia pomiędzy tymi dwoma etapami, kiedy jesteśmy silni i potrafimy o siebie zadbać, nie potrafimy docenić, jak ważne jest współczucie i miłość. Skoro na początku i pod koniec naszego życia potrzebujemy uczuć, czy nie lepiej by było, gdybyśmy dawali innym miłość i współczucie, kiedy jesteśmy silni i zaradni?”
Oto słowa obecnego Dalajlamy: Istotnie, to bardzo ciekawe, że jesteśmy dumni z naszej emocjonalnej niezależności. Tak naprawdę potrzebujemy innych ludzi przez całe życie, ale wstydzimy się to pokazać. Wolimy płakać w ukryciu. Kiedy ktoś prosi nas o pomoc, uznajemy, że osoba ta jest słaba i nie potrafi kontrolować swoich uczuć.
Istnieje niepisana reguła, która mówi, że „świat jest dla silnych” i „tylko najmocniejsi przetrwają”. Gdyby tak było, gatunek ludzki nie mógłby istnieć. Ludzie są gatunkiem, który musi być chroniony przez długi okres czasu (specjaliści twierdzą, że człowiek nie jest w stanie przeżyć bez pomocy innych ludzi przed ukończeniem dziewiątego roku życia, podczas gdy żyrafa osiąga dorosłość między szóstym a ósmym miesiącem życia, natomiast pszczoła staje się niezależna w ciągu pięciu minut).
Każda istota ludzka, łącznie ze mną, jest i będzie zawsze zależna od innych istot ludzkich. Jestem zależny od swojej żony, przyjaciół i wydawców. Jestem zależny nawet od swoich wrogów, to dzięki nim szkolę się nieustannie w używaniu miecza.
Czasem ten ogień płonie w inną stronę, ale zawsze zadaję sobie pytanie: gdzie są inni? Czy nie odizolowałem się od nich w zbyt dużym stopniu? Jak większość zdrowych ludzi potrzebuję samotności i czasu na przemyślenia.
Nie mogę jednak być od tego uzależniony.
Emocjonalna niezależność prowadzi donikąd, sprawia, że otaczamy się murem i naszym jedynym celem staje się wzbudzanie podziwu u innych ludzi. Natomiast emocjonalna zależność jest jak ognisko, które sami rozpalamy.
Każda relacja jest z początku trudna. Podobnie drażni nas nieprzyjemny dym z ogniska, który utrudnia oddychanie i sprawia, że łzy płyną nam po policzkach. Ale, kiedy ogień rozpali się na dobre, dym znika. Płomienie oświetlają wszystko dokoła, są źródłem ciepła i spokoju. Czasami oparzy nas gorący węgielek z ogniska, ale to właśnie sprawia, że dana relacja jest interesująca, prawda?
Rozpocząłem felieton, cytując laureata Pokojowej Nagrody Nobla, który mówi o wartości bliskich relacji między ludźmi. Na zakończenie zacytuję słowa profesora Alberta Schweitzera, lekarza i misjonarza, który otrzymał nagrodę Nobla w tej samej dziedzinie, w 1952 roku.
„Wszyscy wiemy o popularnej w Afryce Środkowej chorobie, zwanej śpiączką.
Powinniśmy pamiętać, że podobna choroba może zaatakować naszą duszę. To bardzo niebezpieczna choroba, atakuje bowiem niezauważalnie. Kiedy zauważysz, że jesteś obojętny i przebywanie z drugim człowiekiem nie sprawia ci przyjemności, miej się na baczności! - moja dusza cierpi właśnie na tę chorobę - powiem szczerze - nie do pozazdroszczenia i nie życzę nikomu, zabija radosc, spontaniczność, siłę walki ..zabija duszę..nawet wegetacja nie ma racji bytu z czasem... i niech nikt nie mówi ze mamy to na własne życzenie - bo niestety nie zawsze... nawet jeśli jesteśmy w danym momencie świadomi , nawet jeśli mamy juzż diagnozę choroby- to nie zawsze istnieje skuteczne i natychmiastowe leczenie...nawet jeśli wiemy jak uleczyć , czasem trzeba na to wyleczenie czekać latami...
Jedyny sposób, by obronić się przed tą chorobą to uświadomienie sobie, że dusza cierpi, bardzo cierpi, kiedy traktujemy ją powierzchownie. Dusza lubi rzeczy piękne i głębokie.”
P.Coelho
Pomyślicie że jestem nudna z tym Coelho ale On zawsze napisze to czego ja nie umiem wyrazić słowami i pomoże zrozumieć siebie i wejrzeć na swą duszę..
czwartek, 2 kwietnia 2009
Cud narodzin zdarza się co rok...

Jak natura potrafi się budzić – mamy okazję obserwować co roku...jakież to niesłychanie cudowne zjawisko to chyba nie trzeba nikogo przekonywać...
Czekamy na wiosnę a jednocześnie tak jak szybko ona się rozwija tak my jeszcze szybciej o niej zapominamy... mija kilka dni.. no wiosna fajnie jest,,, powie wielu no widziałem/łam no weź bo już wszyscy gadają ..itp..i gnają dalej do pracy, do sklepu , do domów, wsiadają w auta bo zapomnieli że w zasadzie mają możliwość chodzenia bo są zdrowi i umieją chodzić...ale po co jak wygodniej jechać... a to deszcz a to szybciej – lada moment będzie gorąco to lepiej w auto bo klimatyzacja to taki wspaniały wynalazek- powodujący uczulenia i źle wpływający na drogi oddechowe- ale na ten fakt to się „macha reką” i dodaje „ e tam”- ważna wygoda.
Ale czy to faktycznie taka wygoda? – ile tracimy nie widząc co się dzieje wokół nas w każdej sekundzie, co dzieje się w przyrodzie.
Chyba każdy wiosnę zauważył, no kwiaty kwitną, powietrze pachnie, trawa się zieleni itp...a ja poszłam na spacer nawet nie miałam celu dokąd pójdę ot szłam sobie...wyłączyłam myśli, założyłam słuchawki na uszy i choć nie zawsze zerkam pod nogi to jednak instynktownie zwracam uwagę po czym stąpam...idę zamyślona... nagle chodnik jakby ściemniał, jakby się ruszał,,, przystaję, a na powierzchnię wyruszyły do pracy pracowite mrówki...tylko poczuły ciepło, słoneczko i już do pracy...- kto się zastanawia jak trudno im miejsce znależć, jak często muszą się przenosić i odbudowywać swoje miejsca bo ciągle są niszczone i deptane... ileż to stworzeń jest z nami.. na drzewach na ziemi w powietrzu i choć niekoniecznie i nie wszystkie lubimy to starajmy się chociaż nie wchodzić im w drogę złośliwie.
I Moi Drodzy na spacer czas iść.
sobota, 28 marca 2009
Czegoś wciąż brak...
